Rozdział piąty

Stałam od dłuższego czasu wpatrując się w widok, za oknem. Wiatr przybierał na sile, porywając do tańca drzewa, unosząc gałęzie ku górze. Przeczesałam włosy i oparłam się o ścianę, powinnam dziś wrócić do domu. Za dwie godziny mam samolot, a tymczasem stoję w hotelowym pokoju i rozmyślam nad dzisiejszym dniem, który spędzę z Naokim. Intrygował mnie, czułam się w jego towarzystwie dobrze, cały czas porównywałam go do Sasuke, na siłę próbując znaleźć między nimi jakiekolwiek podobieństwo.
-Sakura? -usłyszałam głos szefa, wchodzącego do mojego pokoju. Odwróciłam się w jego stronę.
W ręku trzymał marynarkę.
-Nie gotowa?
-Nie wracam dziś, jeszcze nie mogę.
-Coś nie tak? -usiadł na łóżku. -Czy coś się wydarzyło wczoraj? Możesz mi powiedzieć.
-Wszystko w porządku, proszę się nie martwić. -uśmiechnęłam się.- Potrzebuję załatwić parę spraw jeszcze. Proszę tylko o parę dni wolnego.
-Cóż, skoro tak. Myślę, że to dobry pomysł. Mogłabyś w razie potrzeby kontrolować wszystko stąd.
Odetchnęłam, ucieszyłam się z tego pomysłu. Chciałam zobaczyć jak to wszystko się potoczy, ale też odpocząć od rodzinnego miasta.
-W takim razie, do zobaczenia. W razie jakichkolwiek problemów, dzwon. Czas na mnie.
Moshiro. wyszedł zostawiając mnie samą. Wzięłam do ręki swój płaszcz i wyszłam z pokoju kierując się na sam dół.
Na parkingu koło hotelu, czekał już Naoki w czerwonym samochodzie. Gdy tylko wsiadłam do środka, od razu uśmiechnął się promiennie.
-Witaj, gotowa na wycieczkę?
-Dokąd jedziemy? -spojrzałam na niego pytająco na co on, tylko wzruszył zabawnie ramionami.
-No cóż, tego się dowiesz niebawem. Radzę zapiąć pasy.

                                                                   ***
Brunet zawiózł nas na perypetie miasta, widoki z tego miejsca były naprawdę rewelacyjne, przy wschodzie słońca były by jeszcze piękniejsze.
Widok Naokiego w podwiniętej koszuli, sprawiał mi radość dla oczu. Polubiłam go.
Jego mięśnie były widoczne z pod cienkiego materiału, starałam się nie patrzeć ślepo w niego. Nie chciałam wyjść na psychofankę jego. W końcu nie byłam nią.
Za każdym razem jakieś miejsce, ludzi, sytuacje przypominają mi dawne czasy. Coś charakterystycznego zawsze przypomina mi Sasuke. To co się wydarzyło z nim, gdy byliśmy jeszcze razem.

-Dlaczego milczysz? -brunet stanął na przeciwko mnie.
Spojrzałam na niego, jednak nie potrafiłam utrzymać kontaktu wzrokowego. Staliśmy na dachu jednego z wieżowców oglądając, miasto z góry. Starałam się pozbierać myśli.
-Słyszałam twoją rozmowę z Naruto...
-O czym mówisz?
-Chcesz wyjechać, prawda? -obdarzyłam go jednym, nie zadowolonym spojrzeniem.
-Nie chcę, Sakura spójrz na mnie. -uniósł mój podbródek do góry, bym spojrzała mu prosto w oczy. -Szef zaproponował mi nową umowę, chciał, żebym zaczął staż w Kanadzie.
-Zgodziłeś się? -spytałam nie pewnie. Miał możliwość pójścia dalej, nie mogłam trzymać go na siłę jeśli by tego nie chciał.
-Odmówiłem. Tu jest mi dobrze, nie chce tego zmieniać. -poczułam jak ciągnie mnie do siebie i zamyka w stalowym uścisku. Poczułam ulgę, jakby kamień z serca mi spadł. -Nie zostawił bym Cię, nie musisz się tego bać.
-Chciałabym byś był wolnym kotem, nie zależnym od moich decyzji ale chcę, żebyś do mnie wracał. Zawsze.
-Nigdzie się nie wybieram. -pogłaskał mnie po głowie, pamiętam jak robił to gdy byliśmy małymi dziećmi. Zawsze jak się czegoś bałam, przejeżdżał dłonią po mojej głowie powtarzając. "Nie martw się, jestem tutaj. Uśmiechnij się dla mnie"
-Sakura? -usłyszałam głos Naokiego. -Nie podoba Ci się?
-Jest pięknie, wybacz zamyśliłam się.
-Lubię tu przyjeżdżać, robię to zawsze gdy chce pomyśleć. Gdy jestem zagubiony i nie wiem co robić. Lub też gdy po prostu chce pobyć sam.
-Własne miejsce. -uśmiechnęłam się.
-Coś w tm stylu.
-Doskonale to rozumiem. Ja gdy czułam się źle i chciałam być sama, wychodziłam na werandę i wpatrywałam się w morze. Rozbijające fale o brzeg sprawiały, że potrafiłam przestać myśleć o problemach. Skupiałam się tylko na morzu. Jego szumie, zapachu, śpiewu ptaków latających nad.
Spojrzał na mnie rozbawiony.
-Wybacz, rozpędziłam się.
-Nie, nie. Po prostu dostrzegam małe podobieństwo między nami. -wzruszył ramionami.
-Czasem czuję jakby ludzie, którzy są wokół mnie nie byli szczerzy. Jakby pieniądze, władza były ważniejsze od tego co się chce. W mojej branży zdarza się to na co dzień. I potem zjawia się pewna kobieta o bajecznych różowych włosach, drobna, miła i przede wszystkim szczera lecz trochę skryta.
-Tak uważasz?
-Cieszę się, że cię poznałem. Potrzebowałem z kimś na prawdę szczerze porozmawiać nie tylko na tematy związane z pracą. Na co dzień tylko one dominują.
-Praca pochłania 90% życia. -westchnęłam. Czułam czasem to samo, gdy przepracowywałam się tylko po to, żeby być sama, przestać myśleć .
-Gotowa na dalsze atrakcje?
-Powinnam się bać?
-Nie koniecznie. -zaśmiał się. -Jednak niczego nie obiecuję.
-Zaryzykuję.

Wbiłam wzrok za krajobraz za oknem, wyjechaliśmy na główną drogę w centrum. Czerwone camaro Naokiego, z każdą chwilą przyśpieszało. Nie czułam strachu wręcz przeciwnie, jednak bardziej martwiłam się o innych uczestników ruchu, jadących przed nami. Brunet bez problemu wymijał sprawnie, każdy samochód.
Po krótkiej chwili zjechał lewym pasem wjeżdżając na most, prowadzący nad autostradą. Ciekawość brała nade mną górę. Chciałam już teraz wiedzieć dokąd zmierzamy.
Gdy tylko minęliśmy bardziej zatłoczone drogi dostrzegłam tory wyścigowe. Nigdy nie spodziewałam się znaleźć w takim miejscu, zerknęłam na zadowolonego Naokiego, który od razu po zatrzymaniu samochodu spojrzał na mnie.
-Twój uśmiech jest dość tajemniczy. Mam zacząć uciekać?
-Wyglądam na psychopatę, który uciekł z jakiegoś zakładu psychiatrycznego?
-Mam być szczera czy miła? -zaśmiałam się.
-Chyba nie chce znać odpowiedzi. -brunet rozbawiony pokręcił głową.
-Więc co tu robimy? -rozejrzałam się po pasach, które  rozciągały się sporo przed nami.
-Chcesz poczuć trochę adrenaliny? No chyba, że się boisz?
-Absolutnie! -zaśmiałam się. -Jeśli stracę życie przez ciebie, będę cię nawiedzać zza grobu.
-Stoi.
Brunet z piskiem opon ruszył, na co mnie wgniotło lekko w fotel. Widziałam kątem oka jak zwinnie zmienia biegi, coraz szybciej rozpędzając samochód.
Złapałam się dłonią, uchwytu nad głową. Lubiłam szybką jazdę, nie bałam się prędkości. Skupienie jakie widziałam na twarzy bruneta sprawiało, że mogłam mu zaufać. Widziałam, że wie co robi, każdy ruch, był dobrze mu znany. Manewrował pedałami jak i biegami jak prawdziwy profesjonalista. Auto nie dusiło się podczas  szybkiej zmiany biegu a tym bardziej nie zwalniało. Co jeszcze bardziej mi się podobało.
Tor wyścigowy był naprawdę, spory. W przeciągu kilku minut parę okrążeń to było minimum jakie Naoki robił.
Po chwili samochód zatrzymał się na samym środku, po zrobieniu małego bączka.
-I jak? -zaśmiał się widząc moją zadowoloną minę.
-Świetne uczucie!  Gdzie nauczyłeś się tak świetnie jeździć?
-Sporo jeździłem z kumplem. On mnie wszystkiego nauczył.
-Startowałeś kiedyś w wyścigu?
-Nie miałam jeszcze okazji. Za miesiąc ruszają zapisy.
-Powinieneś spróbować. Bez problemu byś wygrał. -uśmiechnęłam się.
-Tak sądzisz?
-Jestem tego przekonana!
-W takim razie zgoda, pod warunkiem, że przyjdziesz popatrzeć.
-Będziesz mnie słyszał z pierwszego rzędu.
-Na to liczę.

Komentarze