Prolog
Kolejny poranek, nowy dzień. Słońce pnie się ku górze, budząc do
życia wszystko wokół . Powiew chłodnego wiatru tuli moją twarz, kołyszę
moimi długimi włosami, tańcząc z nimi w każdym możliwym kierunku. Moje
szmaragdowe oczy wpatrują się w fale, które rozbijają się o brzeg morza.
Fascynujące jest to, jak wspaniała jest to natura. Dzika i nie
poskromiona, nie pewna. Gdy raz wejdziesz, nigdy nie masz pewności czy wyjdziesz, czy
pozostaniesz raz na zawsze. Krocząc po dnie jak piękne
stworzenie, mieszkające w głębiach wód. Pojawiające się każdej pełni.
Wypatrując przechodniów. Młodych pięknych mężczyzn, zagubionych,
samotnych.
Uśmiechnęłam się lekko, poprawiłam niesforne kosmyki włosów. Każdego poranka, siedziałam na werandzie i wpatrywałam się w morze. Czekałam na niego.
To ono mi zabrało jego. To właśnie tej nocy, dwa lata temu gdy była pełnia, mój przyjaciel podczas okropnej burzy, pobiegł ratować innych ludzi z morza, którzy utknęli pod łodzią. To właśnie tego dnia, natura postanowiła mi odebrać to co napędzało mnie do życia, moją nadzieję. Spędziłam kilka miesięcy na szukaniu go, tyle nocy nie przespanych odbiło się na moim zdrowiu. W końcu pogodziłam się ze stratą, nie jest łatwo, każdego wieczoru wspominam, każdego ranka. Czuję, że czasem tracę rozsądek.
-Już nie śpisz? -usłyszałam głos Marli. Podeszła do mnie, obejmując moje drobne ciało.
-Dziś mija kolejny rok...-wyszeptałam, spoglądając na fale. -Obiecał być zawsze...
-Wiesz mi, on zawsze będzie przy tobie. Nigdy cię nie opuścił. -poczułam jak mocniej ściska mnie, byłam wdzięczna jej za to.
-O drugiej masz spotkanie z dwoma klientami farmaceutycznymi. Przyszykuję śniadanie. -Racja, kompletnie zapomniałam o tym spotkaniu. -Od jakiegoś czasu pracowałam w szpitalu, zajmowałam się pacjentami, papierkową robotą, spotkaniami, konferencjami. Jednym słowem miałam wszystko na głowie.
-Nie jestem chyba...
-Nie kończ. -przerwała. -Przyjdź nie długo.
Marli weszła do środka, a ja nie potrafiłam przestać wpatrywać się w jeden martwy punkt, na plaży.
Ciche westchnienie wydobyło się z mojej krtani.
-Sakura. -usłyszałam wołanie Siostry.
Siedziałam na przeciwko niej, konsumując śniadanie przygotowane przez nią. Cóż, prawdziwe rarytasy.
Byłam jej wdzięczna, że od tamtego momentu postanowiła przeprowadzić się do mnie. Tylko po to bym nie czuła się samotna? Czy może się bała, że pewnego dnia i mnie zabiorą dzikie fale, połączą moją dusze w krainie zmarłych z tą jedną, najważniejszą. Czy to boli? Śmierć. Czy cierpiał? Jak długo...Po mojej głowie chodziły te pytania.
-O czym myślisz? -zapytała.
Spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem. -Muszę zrobić dziś zakupy po pracy. Słyszałam, że wybudowali nowe centrum handlowe w sąsiednim miasteczku.
-Jeśli chcesz mogę...
-Poradzę sobie. -przerwałam jej. -Nie martw się.
-W porządku. -wstała. -Muszę już zmykać do pracy, jeśli coś by się działo po prostu dzwoń. -ucałowała mnie w policzek i wyszła.
Zabawne. Nawet mając lat dwadzieścia pięć dalej traktowana jestem jak dziecko. Spojrzałam kątem oka na zegarek wiszący nie opodal. Do umówionego spotkania miałam jeszcze trochę czasu.
-Chyba jednak wcześniej zrobię zakupy. -westchnęłam, po czym zabrałam się za sprzątanie.
Chwilę później usłyszałam, dźwięk telefonu, w tle grała znienawidzona prze zemnie melodia, której nigdy nie miałam czasu zmienić. -Ino? - spojrzałam na wyświetlacz.
-Ha..
-Sakura! -przerwała mi. -Przeszkadzam?
-Właściwie to...
-Świetnie! -ucieszyła się. -Masz czas dzisiaj? Potrzebuję twojej pomocy, właściwie to rady.
-Trochę czasu mam -odpowiedziałam, o dziwo tym razem mi nie przerwała.
-To co za 10 minut w centrum?
Obliczyłam w głowie ewentualny czas, jaki zajmie mi dojechanie do centrum, przy możliwych korkach, co jest bardzo prawdopodobne o tej godzinie zajmie mi to dwa razy więcej czasu, chociaż jakbym przejechała przez...
-Saki? -ponagliła gdy nastała niezręczna cisza podczas moich rozmyśleń.
-20 minut powinno mi zając dojechanie, jak dobrze pójdzie.
-Będę czekać w tej kawiarni co zawsze, buziaki!
-Mhm, ok. -odłożyłam słuchawkę.
Ino była moją przyjaciółką, od dzieciństwa trzymałyśmy się razem, jednak odkąd Ino wyszła za mąż, nasz kontakt trochę się ograniczył. Mnie pochłonęła praca, ją obowiązki domowe.
Parę minut późnij przemierzałam zatłoczone uliczki miasta, tak jak przewidziałam powoli robił się korek na głównej ulicy. Świetnie, może uda mi się zdążyć przed czasem, jeśli uniknę stania na światłach z dobre pół godziny. Spojrzałam na zegarek, zostało mi jeszcze dziesięć minut.
Skręciłam w poboczną uliczkę, co pozwoliło mi na wyjechanie przed parking małej kawiarenki. Zaparkowałam praktycznie przy wejściu. Z daleka widziałam już, blondynkę machającą mi zza, grubej szyby.
-Nareszcie. -Krzyknęła jak tylko weszłam do środka.
-Cóż, chciała bym zaznaczyć, że zostało mi jeszcze pięć minut, co oznacza, że jestem przed
czasem. -uśmiechnęłam się chytrze. -Tak więc, o czym chciałaś porozmawiać?
-Ah tak, bo widzisz...-zamilkła.
-Ino? -spojrzałam na jej poważną minę.
-Sai on...
-Co z nim? -ponagliłam, nie podobał mi się wyraz jej twarzy.
-Namawia mnie na wyjazd do Tokio.
Oh. -Tokio? -zdziwiłam się.
-Cóż, nie jestem z tego zadowolona wolałabym zostać tutaj. -oparła się o ścianę. -Mówi, że jeśli po trzech miesiącach nie spodoba mi się to wrócimy.
-Więc w czym problem?
-Nie będzie Cię tam ze mną...-spojrzałam na jej smutną minę. Czekała nas rozłąka.
-Nie przejmuj się tym, mamy dwudziesty pierwszy wiek. Telefony, internet. Będziemy często się kontaktować. -pocieszyłam ją, chociaż czy aby na pewno ją a nie siebie?
-Ale..
-Nie ma żadnego ale. -uśmiechnęłam się lekko. -Nie zapominaj, że jest tu jeszcze Hinata. Nie będę sama, nie musisz martwić się. Jestem już dużą dziewczynką. -ale czy tak się czułam?
-W porządku. Czas na coś słodkiego. -wstała i z gracją powędrowała w stronę kasy, przy której stała sympatyczna dziewczyna.
-Jakie plany na dziś? -zapytała, stawiając przede mną talerzyk z kawałkiem, ciasta bezowego.
-Mam spotkanie z klientem o drugiej.
-Planujemy z Hinatą iść na zakupy wieczorem, chętna? -spojrzała na mnie oczekując odpowiedzi , przy niej odmowa nie wchodziła w grę.
-Niech będzie.
-Świetnie to widzimy się o piątej, wyrobisz się w pracy?
-Zdążę nawet zrobić sobie przerwę na kawę. -zaśmiałam się. -Cholera, muszę lecieć. -spojrzałam kątem oka na zegarek. -Do zobaczenia! -wyszłam na parking.
Spotkanie trwało już z dobrą godzinę, dwóch przedstawicieli wielkich firm farmaceutycznych chciało podpisać z naszym szpitalem kontrakt. Mający na celu zaopatrywanie naszego szpitala w potrzebne nam leki. -Mam nadzieję, że wszystko jasno zostało pani przez nas przedstawione. -odezwał się jedn z nich.
-Owszem, dziękuje za spotkanie oraz liczę na udaną współpracę z waszą firmą.
-Również dziękujemy, będziemy się kontaktować z wami w sprawie, nowych leków dla oddziału dziecięcego.
-Będziemy czekać. -uśmiechnęłam się i wróciłam do swojego gabinetu. Oparłam się i odetchnęłam, lubiłam tą pracę. Wiele poświęciłam czasu by osiągnąć to wszystko co mam dziś. Zawsze marzyłam, o pracy w szpitalu, założeniu rodziny, urodzeniu dziecka...-westchnęłam.
Te plany zeszły na dalszy bieg, gdy on zniknął. One razem z nim. Spojrzałam kątem oka na biurko, na którym stało zdjęcie zza czasów dziecięcych. Była na nim nasza piątka. Naruto, Ino, Hinata, ja i...on.
-Zostawiłeś mnie samą, tak nagle zniknąłeś z mojego życia. Obiecałeś...-zamknęłam powieki próbując powstrzymać łzy. -Tęsknie...
Obróciłam się w stronę okna. -Mam nadzieję, że jesteś ze mnie dumny. -mój oddech stał się płytki.
-Obserwujesz mnie z góry? Słyszysz? -pokręciłam głową. -Jasne, że nie. Gdybyś słyszał był byś tutaj, nigdy nie słuchałeś innych. Gdybyś wtedy...-zamknęłam oczy, natłok wspomnień powrócił. A z nim, tęsknota.
Tamtego dnia siedzieliśmy jak zwykle na plaży wygłupiając się.
-Sasuke? -brunet spojrzał w moim kierunku.
-Cieszę się, że jesteśmy tu razem. -uśmiechnęłam się. Sporo czasu zajęło mi namawianie go na przyjazd tutaj. Od zawsze żył przekonaniem, że życie samemu jest lepsze. Jednak ja pragnę pokazać mu, że we dwoje dociera się dalej.
-Uparta jesteś, nie dało się inaczej. -Racja, jeśli się na coś uparłam, nie było szans bym zmieniła zdanie.
-Dziękuje.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam za co mi dziękował jednak to nie miało wtedy znaczenia, poczułam ciepły dotyk na dłoni. Jego dotyk. -Nie wiem...-zawahał się. -Jak ty to robisz, że zmieniasz moje podejście do życia, jednak o dziwo zaczyna mi się podobać takie życie.
-Za długo chciałeś być sam, pomału wszystko osiągniemy jeśli tylko pozwolisz mi. -nie pewnie spojrzałam w jego kierunku.
Jego uśmiech był dla mnie jasną odpowiedzią. Lód, który miał w sercu powoli się roztapiał.
-Nie długo będzie padać, schowajcie się dzieciaki! -usłyszeliśmy krzyk starszej pani.
Chwilę później faktycznie zaczęło padać, z każdą minutą wiatr coraz bardziej przybierał na sile. Niebo pokryte było ciemnymi chmurami, co jakiś czas widać było jak niebo jaśnieje od błysków, burza była coraz bliżej. A my oglądaliśmy co się dzieje z domu. W jednej chwili poczułam dziwne ukłucie w sercu, a w drugiej widziałam jak fale rozbijają się o brzeg morza zabierając ze sobą wszystko. Z oddali widziałam małą łódź, która z każdą chwilą kołysała się coraz bardziej, słyszałam krzyki, wołanie o pomoc, nim się zorientowałam brunet biegł w stronę morza.
-Sasuke! -krzyczałam przerażona biegnąc za nim. -Wracaj!
-Trzeba im pomóc! -wbiegł do morza, fale były tak silne, że z trudem udawało mu się płynąć w stronę wywróconej łodzi.
-Sasuke!
Dwóch mężczyzn utknęło pod łodzią, widziałam jak udało mu się wydostać jednego z nich. Starszy mężczyzna płynął z trudem do brzegu. Drugiego zaś porwały fale.
-Wracaj! -krzyczałam tak głośno jak tylko mogłam. Serce waliło mi jak oszalałe. Byłam przerażona, brunet próbował płynąć w stronę brzegu, jednak fale stały się zbyt silne, prąd zabierał go ze sobą, ułamek sekundy wystarczył bym straciła go z oczu. Krzyczałam, chciałam wbiec i uratować go. Jednak starszy mężczyzna uniemożliwił mi to. -Zginiesz! -starałam się wyrwać.
-Nie, Sasuke! -upadłam bezwładnie, mijały sekundy a jego nie było. Mój wzrok wpatrywał się w dzikie morze. -Nie..-wyszeptałam, nie mogąc uspokoić narastających we mnie łez.
Otworzyłam oczy, czując jak po policzkach ciekną mi słone łzy. -Nie...-wyszeptałam, wycierając oczy.
____________________________________________________________________________
Witajcie kochani, wracam do was z czymś nowym aktualnie i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
Zostawcie po sobie jakiś ślad, chętnie dowiem się jakie są wasze opinie. Pozdrawiam!
Uśmiechnęłam się lekko, poprawiłam niesforne kosmyki włosów. Każdego poranka, siedziałam na werandzie i wpatrywałam się w morze. Czekałam na niego.
To ono mi zabrało jego. To właśnie tej nocy, dwa lata temu gdy była pełnia, mój przyjaciel podczas okropnej burzy, pobiegł ratować innych ludzi z morza, którzy utknęli pod łodzią. To właśnie tego dnia, natura postanowiła mi odebrać to co napędzało mnie do życia, moją nadzieję. Spędziłam kilka miesięcy na szukaniu go, tyle nocy nie przespanych odbiło się na moim zdrowiu. W końcu pogodziłam się ze stratą, nie jest łatwo, każdego wieczoru wspominam, każdego ranka. Czuję, że czasem tracę rozsądek.
-Już nie śpisz? -usłyszałam głos Marli. Podeszła do mnie, obejmując moje drobne ciało.
-Dziś mija kolejny rok...-wyszeptałam, spoglądając na fale. -Obiecał być zawsze...
-Wiesz mi, on zawsze będzie przy tobie. Nigdy cię nie opuścił. -poczułam jak mocniej ściska mnie, byłam wdzięczna jej za to.
-O drugiej masz spotkanie z dwoma klientami farmaceutycznymi. Przyszykuję śniadanie. -Racja, kompletnie zapomniałam o tym spotkaniu. -Od jakiegoś czasu pracowałam w szpitalu, zajmowałam się pacjentami, papierkową robotą, spotkaniami, konferencjami. Jednym słowem miałam wszystko na głowie.
-Nie jestem chyba...
-Nie kończ. -przerwała. -Przyjdź nie długo.
Marli weszła do środka, a ja nie potrafiłam przestać wpatrywać się w jeden martwy punkt, na plaży.
Ciche westchnienie wydobyło się z mojej krtani.
-Sakura. -usłyszałam wołanie Siostry.
Siedziałam na przeciwko niej, konsumując śniadanie przygotowane przez nią. Cóż, prawdziwe rarytasy.
Byłam jej wdzięczna, że od tamtego momentu postanowiła przeprowadzić się do mnie. Tylko po to bym nie czuła się samotna? Czy może się bała, że pewnego dnia i mnie zabiorą dzikie fale, połączą moją dusze w krainie zmarłych z tą jedną, najważniejszą. Czy to boli? Śmierć. Czy cierpiał? Jak długo...Po mojej głowie chodziły te pytania.
-O czym myślisz? -zapytała.
Spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem. -Muszę zrobić dziś zakupy po pracy. Słyszałam, że wybudowali nowe centrum handlowe w sąsiednim miasteczku.
-Jeśli chcesz mogę...
-Poradzę sobie. -przerwałam jej. -Nie martw się.
-W porządku. -wstała. -Muszę już zmykać do pracy, jeśli coś by się działo po prostu dzwoń. -ucałowała mnie w policzek i wyszła.
Zabawne. Nawet mając lat dwadzieścia pięć dalej traktowana jestem jak dziecko. Spojrzałam kątem oka na zegarek wiszący nie opodal. Do umówionego spotkania miałam jeszcze trochę czasu.
-Chyba jednak wcześniej zrobię zakupy. -westchnęłam, po czym zabrałam się za sprzątanie.
Chwilę później usłyszałam, dźwięk telefonu, w tle grała znienawidzona prze zemnie melodia, której nigdy nie miałam czasu zmienić. -Ino? - spojrzałam na wyświetlacz.
-Ha..
-Sakura! -przerwała mi. -Przeszkadzam?
-Właściwie to...
-Świetnie! -ucieszyła się. -Masz czas dzisiaj? Potrzebuję twojej pomocy, właściwie to rady.
-Trochę czasu mam -odpowiedziałam, o dziwo tym razem mi nie przerwała.
-To co za 10 minut w centrum?
Obliczyłam w głowie ewentualny czas, jaki zajmie mi dojechanie do centrum, przy możliwych korkach, co jest bardzo prawdopodobne o tej godzinie zajmie mi to dwa razy więcej czasu, chociaż jakbym przejechała przez...
-Saki? -ponagliła gdy nastała niezręczna cisza podczas moich rozmyśleń.
-20 minut powinno mi zając dojechanie, jak dobrze pójdzie.
-Będę czekać w tej kawiarni co zawsze, buziaki!
-Mhm, ok. -odłożyłam słuchawkę.
Ino była moją przyjaciółką, od dzieciństwa trzymałyśmy się razem, jednak odkąd Ino wyszła za mąż, nasz kontakt trochę się ograniczył. Mnie pochłonęła praca, ją obowiązki domowe.
Parę minut późnij przemierzałam zatłoczone uliczki miasta, tak jak przewidziałam powoli robił się korek na głównej ulicy. Świetnie, może uda mi się zdążyć przed czasem, jeśli uniknę stania na światłach z dobre pół godziny. Spojrzałam na zegarek, zostało mi jeszcze dziesięć minut.
Skręciłam w poboczną uliczkę, co pozwoliło mi na wyjechanie przed parking małej kawiarenki. Zaparkowałam praktycznie przy wejściu. Z daleka widziałam już, blondynkę machającą mi zza, grubej szyby.
-Nareszcie. -Krzyknęła jak tylko weszłam do środka.
-Cóż, chciała bym zaznaczyć, że zostało mi jeszcze pięć minut, co oznacza, że jestem przed
czasem. -uśmiechnęłam się chytrze. -Tak więc, o czym chciałaś porozmawiać?
-Ah tak, bo widzisz...-zamilkła.
-Ino? -spojrzałam na jej poważną minę.
-Sai on...
-Co z nim? -ponagliłam, nie podobał mi się wyraz jej twarzy.
-Namawia mnie na wyjazd do Tokio.
Oh. -Tokio? -zdziwiłam się.
-Cóż, nie jestem z tego zadowolona wolałabym zostać tutaj. -oparła się o ścianę. -Mówi, że jeśli po trzech miesiącach nie spodoba mi się to wrócimy.
-Więc w czym problem?
-Nie będzie Cię tam ze mną...-spojrzałam na jej smutną minę. Czekała nas rozłąka.
-Nie przejmuj się tym, mamy dwudziesty pierwszy wiek. Telefony, internet. Będziemy często się kontaktować. -pocieszyłam ją, chociaż czy aby na pewno ją a nie siebie?
-Ale..
-Nie ma żadnego ale. -uśmiechnęłam się lekko. -Nie zapominaj, że jest tu jeszcze Hinata. Nie będę sama, nie musisz martwić się. Jestem już dużą dziewczynką. -ale czy tak się czułam?
-W porządku. Czas na coś słodkiego. -wstała i z gracją powędrowała w stronę kasy, przy której stała sympatyczna dziewczyna.
-Jakie plany na dziś? -zapytała, stawiając przede mną talerzyk z kawałkiem, ciasta bezowego.
-Mam spotkanie z klientem o drugiej.
-Planujemy z Hinatą iść na zakupy wieczorem, chętna? -spojrzała na mnie oczekując odpowiedzi , przy niej odmowa nie wchodziła w grę.
-Niech będzie.
-Świetnie to widzimy się o piątej, wyrobisz się w pracy?
-Zdążę nawet zrobić sobie przerwę na kawę. -zaśmiałam się. -Cholera, muszę lecieć. -spojrzałam kątem oka na zegarek. -Do zobaczenia! -wyszłam na parking.
Spotkanie trwało już z dobrą godzinę, dwóch przedstawicieli wielkich firm farmaceutycznych chciało podpisać z naszym szpitalem kontrakt. Mający na celu zaopatrywanie naszego szpitala w potrzebne nam leki. -Mam nadzieję, że wszystko jasno zostało pani przez nas przedstawione. -odezwał się jedn z nich.
-Owszem, dziękuje za spotkanie oraz liczę na udaną współpracę z waszą firmą.
-Również dziękujemy, będziemy się kontaktować z wami w sprawie, nowych leków dla oddziału dziecięcego.
-Będziemy czekać. -uśmiechnęłam się i wróciłam do swojego gabinetu. Oparłam się i odetchnęłam, lubiłam tą pracę. Wiele poświęciłam czasu by osiągnąć to wszystko co mam dziś. Zawsze marzyłam, o pracy w szpitalu, założeniu rodziny, urodzeniu dziecka...-westchnęłam.
Te plany zeszły na dalszy bieg, gdy on zniknął. One razem z nim. Spojrzałam kątem oka na biurko, na którym stało zdjęcie zza czasów dziecięcych. Była na nim nasza piątka. Naruto, Ino, Hinata, ja i...on.
-Zostawiłeś mnie samą, tak nagle zniknąłeś z mojego życia. Obiecałeś...-zamknęłam powieki próbując powstrzymać łzy. -Tęsknie...
Obróciłam się w stronę okna. -Mam nadzieję, że jesteś ze mnie dumny. -mój oddech stał się płytki.
-Obserwujesz mnie z góry? Słyszysz? -pokręciłam głową. -Jasne, że nie. Gdybyś słyszał był byś tutaj, nigdy nie słuchałeś innych. Gdybyś wtedy...-zamknęłam oczy, natłok wspomnień powrócił. A z nim, tęsknota.
Tamtego dnia siedzieliśmy jak zwykle na plaży wygłupiając się.
-Sasuke? -brunet spojrzał w moim kierunku.
-Cieszę się, że jesteśmy tu razem. -uśmiechnęłam się. Sporo czasu zajęło mi namawianie go na przyjazd tutaj. Od zawsze żył przekonaniem, że życie samemu jest lepsze. Jednak ja pragnę pokazać mu, że we dwoje dociera się dalej.
-Uparta jesteś, nie dało się inaczej. -Racja, jeśli się na coś uparłam, nie było szans bym zmieniła zdanie.
-Dziękuje.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam za co mi dziękował jednak to nie miało wtedy znaczenia, poczułam ciepły dotyk na dłoni. Jego dotyk. -Nie wiem...-zawahał się. -Jak ty to robisz, że zmieniasz moje podejście do życia, jednak o dziwo zaczyna mi się podobać takie życie.
-Za długo chciałeś być sam, pomału wszystko osiągniemy jeśli tylko pozwolisz mi. -nie pewnie spojrzałam w jego kierunku.
Jego uśmiech był dla mnie jasną odpowiedzią. Lód, który miał w sercu powoli się roztapiał.
-Nie długo będzie padać, schowajcie się dzieciaki! -usłyszeliśmy krzyk starszej pani.
Chwilę później faktycznie zaczęło padać, z każdą minutą wiatr coraz bardziej przybierał na sile. Niebo pokryte było ciemnymi chmurami, co jakiś czas widać było jak niebo jaśnieje od błysków, burza była coraz bliżej. A my oglądaliśmy co się dzieje z domu. W jednej chwili poczułam dziwne ukłucie w sercu, a w drugiej widziałam jak fale rozbijają się o brzeg morza zabierając ze sobą wszystko. Z oddali widziałam małą łódź, która z każdą chwilą kołysała się coraz bardziej, słyszałam krzyki, wołanie o pomoc, nim się zorientowałam brunet biegł w stronę morza.
-Sasuke! -krzyczałam przerażona biegnąc za nim. -Wracaj!
-Trzeba im pomóc! -wbiegł do morza, fale były tak silne, że z trudem udawało mu się płynąć w stronę wywróconej łodzi.
-Sasuke!
Dwóch mężczyzn utknęło pod łodzią, widziałam jak udało mu się wydostać jednego z nich. Starszy mężczyzna płynął z trudem do brzegu. Drugiego zaś porwały fale.
-Wracaj! -krzyczałam tak głośno jak tylko mogłam. Serce waliło mi jak oszalałe. Byłam przerażona, brunet próbował płynąć w stronę brzegu, jednak fale stały się zbyt silne, prąd zabierał go ze sobą, ułamek sekundy wystarczył bym straciła go z oczu. Krzyczałam, chciałam wbiec i uratować go. Jednak starszy mężczyzna uniemożliwił mi to. -Zginiesz! -starałam się wyrwać.
-Nie, Sasuke! -upadłam bezwładnie, mijały sekundy a jego nie było. Mój wzrok wpatrywał się w dzikie morze. -Nie..-wyszeptałam, nie mogąc uspokoić narastających we mnie łez.
Otworzyłam oczy, czując jak po policzkach ciekną mi słone łzy. -Nie...-wyszeptałam, wycierając oczy.
____________________________________________________________________________
Witajcie kochani, wracam do was z czymś nowym aktualnie i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
Zostawcie po sobie jakiś ślad, chętnie dowiem się jakie są wasze opinie. Pozdrawiam!
Ale czadzik! Ogromnie się cieszę, że masz bloga <3 Od razu machnę Cię do lineczków ;p
OdpowiedzUsuńDziękuje, również ucieszyła mnie wiadomość, że również go posiadasz. I piszesz nie tylko na wattpadzie :P
UsuńWidzę, że na nowo próbujesz coś pisać. Mam nadzieje, że zapał cię nie opuści. Prolog zapowiada się bardzo fajnie i klimatycznie. Czekam tylko na moment kiedy Sasuke się pojawi, bo to raczej oczywiste :D Tylko zastanawiam się jak dalej pociągniesz to opowiadanie i czy pozostaniesz przy charakterze zimnego drania, chodź po tym małym wspomnieniu nie potrafię go sobie tak wyobrażać. ŻYCZĘ WENY, bo to chyba najważniejsze. I co mogę dodać? Chyba tylko tyle, że czekam na kolejny rozdział i cieszę się, że wróciłaś :3
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że brakowało mi tego. Dlatego staram się motywować, na tamto opowiadanie muszę znaleźć trochę czasu by kontynuować tamtą historię. Nie ukrywam, że bardzo bym chciała ją pociągnąć dalej, z racji tego, że mam głową pełną powstał ten blog.
UsuńPrzed tobą nic się nie ukryje, doskonale znasz mnie i wiesz, że opowiadanie bez Saska to już nie to samo. Wejście smoka musi być haha.
Dziękuje, również cieszę się z powrotu :) A co z tobą moja droga? :3