Rozdział pierwszy

Czułam ciepły dotyk, jego dłoni na twarzy. Staliśmy wpatrzeni w siebie przez dłuższą chwilę. Ja z niedowierzaniem wypisanym na twarzy, on z pewnością w oczach. W pierwszej chwili uznałam, że to sen. Nie mogło się tak zdarzyć, nie teraz. Byliśmy dziećmi, małymi brzdącami latającymi, z patykami w ręku, bawiącymi się w klasy, wracającymi przed wieczorynką. Błogie dzieciństwo, bez zmartwień, problemów świata dorosłego. -Wyjeżdżamy. -jego nagłe wyznanie, wprawiło mnie w osłupienie. Mimo młodego wieku, wiedziałam co to oznacza. Rozłąkę.
-Tylko nie płacz. -uśmiechnął się. Głupi, nie wiedział ile mnie kosztowało tłumienie w sobie tych emocji. Jak miałam nie płakać? Od dziecka się znamy, od kołyski. Nasi rodzice znali się od lat. Sasuke zawsze traktował mnie jak młodszą siostrę, między nami były trzy lata różnicy.
-Dlaczego? -nie umiałam wydusić z siebie nic więcej. Złapałam go swoimi małymi rączkami za dłoń, bojąc się, że za chwilę może zniknąć.
-Mój ojciec, dostał zlecenie w Tokio. Przenosimy się tam, jutro wieczorem mamy samolot.
-Nie możesz, zostawić mnie. -Był moim przyjacielem. Nie mogłam znieść tej myśli, że zostanę sama.
-Tylko na 3 lata, wrócę. -jego uśmiech nie wydawał się szczery. Wiedziałam, że udaje twardego. Wychował się tu, widziałam w jego oczach, że nie chce wyjeżdżać. Mimo, że miałam tylko osiem lat, potrafiłam rozczytać jego uczucia.
-Obiecaj mi! -krzyknęłam, ściskając bardziej jego dłoń.
-Obiecuje.

Obudziły mnie pierwsze promienie słoneczne, spojrzałam na zegarek stojący obok. Było wpół do dziewiątej. Wczorajszy wieczór z dziewczynami trwał do rana, czułam się jakbym dopiero co z martwych wstała. Nie licząc faktu, że w domu byłam dopiero po drugiej nad ranem.
-Cholera! -przeklęłam, gdy tylko próbowałam podnieść się do pozycji siedzącej. Moja głowa pulsowała przez ogromną ilość, spożytego alkoholu poprzedniego dnia. Spojrzałam gniewnie w stronę okna, miałam ochotę rozpłakać się, że zapomniałam opuścić rolet.
Podniosłam się w końcu, po paru minutach. Leniwym krokiem ruszyłam w stronę łazienki, i nie chętnie spojrzałam w swoje odbicie, w lustrze. -Teraz bez problemu, przyjęli by mnie jako główną bohaterkę w jakimś dramacie. -dotknęłam opuszkami palców, swojej opuchniętej twarzy. Moja blada cera, popuchnięte oczy i włosy w nieładzie sugerowały, że ewidentnie coś jest nie tak.
-Sakura! -usłyszałam z drugiego pokoju, krzyk siostry.
-Tak?
-Mogę Cię prosić na chwilę?
-Idę! -przemyłam twarz zimną wodą.
Gdy tylko weszłam do salonu, w którym siedziała Marla, zobaczyłam jeszcze jedną parę brązowych oczu. Przyjrzałam się baczniej osobie, która właśnie lustrowała mnie od głowy po sam dół.
Mężczyzna wstał na mój widok z lekkim uśmiechem, a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemię. Wiedząc, w jakim jestem aktualnie stanie.
-Pan Moshiro? -zdziwiłam się, na widok swojego szefa.
-Witam, mam do pani sprawę. -zdziwiłam się, nie mógł poczekać z tym aż przyjdę do pracy następnego dnia?
-Sprawę? -poprawiłam włosy.
-Muszę jechać do Kioto, mam parę spotkań z bardzo ważnymi osobistościami, sponsorującymi nasz szpital oraz parę oddziałów dziecięcych na terenie naszego ośrodka. Potrzebuję abyś pojechała tam ze mną, w celu przedstawienia im naszej oferty oraz planu przebudowy oddziału aby go powiększyć. -spojrzał na mnie z powagą. -Jesteś jedyną osobą, którą mogę poprosić o to. Jest to dla ciebie ogromna szansa. -uśmiechnął się a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Zawsze uwielbiałam wyzwania, które dostawałam w pracy.
-Zgadzam się. -powiedziałam, po chwili namysłu. -Kiedy dokładnie wybieramy się tam?
-Jutro wieczorem, o siódmej na lotnisku będę czekał na ciebie. Po drodze muszę zawieść jeszcze, dzieciaki do dziadków. -zaśmiał się. -Sama rozumiesz, obowiązki rodzicielskie.
-W takim razie będę punktualnie. -skinęłam głową.
Mężczyzna zaczął grzebać coś w swojej aktówce. -Proszę, to są bilety na jutrzejszy samolot. -wręczył mi kopertę z biletami.
-Przepraszam za najście o tak wczesnej porze. -zwrócił się do mojej siostry. -Do zobaczenia.
Odprowadziłam, szefa wzrokiem do wyjścia po czym usiadłam wygodnie na sofie. Ciche westchnienie wydobyło się z moje krtani.
-Kioto he? -zamknęłam powieki.
-Co jest? -Marla usiadła obok mnie na oparciu. -Nie cieszysz się?
Spojrzałam na nią kątem oka. -To nie o to chodzi. -westchnęłam. -Muszę zrobić zakupy, nie pokaże się w starych ciuchach na tak ważnym spotkaniu! Rany, rany.
Dziewczyna parsknęła śmiechem na moją uwagę. -Profesjonalistka. Podoba mi się to.
-Oczywiście, traktuje bardzo poważnie swoją pracę. -burknęłam.
-Chcesz to możemy pojechać razem. -uśmiechnęła się. -Pora odświeżyć trochę swoją garderobę, przy okazji jestem idealną osobą, która powie ci wprost czy wyglądasz w czymś dobrze, czy też jak worek po ziemniakach. -zaśmiałyśmy się oby dwie. To prawda, Marla była szczerą osobą, zawsze mówiła to co myślała. Nawet jeśli efektem było zranienie kogoś. Taka już była.
-Zgoda. -wstałam. -Idę wziąć prysznic, czas doprowadzić się do stanu pierwotnego. -ruszyłam do swojego pokoju jednak za nim to nastąpiło przypomniała mi się bardzo ważna rzecz. -Jeszcze jedno. -odwróciłam się w jej stronę z mordem w oczach. -Mogłaś uprzedzić mnie, że mamy gościa!
-Wybacz, umknęło mi to. -widziałam jej rozbawiony wzrok, miałam ochotę ją udusić poduszką. -No zmykaj pod ten prysznic, szkoda czasu. Zrobię Ci kawy.
-Czytasz mi w myślach. -zaśmiałam się.

-To gdzie najpierw? -zapytałam, wsiadając do samochodu.
Dziewczyna zamyśliła się przez chwilę. -Znam świetny sklep, z eleganckimi ciuchami na takie właśnie okazję. -uśmiechnęła się odpalając samochód. -Myślę, że Ci się spodoba.
-Jeśli nie jest to sklep, w którym sprzedają eleganckie marynarki +40, to możemy jechać. -przyjrzałam się jej bacznie. Nastała chwila ciszy. -Żartujesz prawda? -spytałam widząc jej poważną minę.
Ta tylko zaśmiała się. -Oczywiście, że tak. Nie zabrałabym cię do takiego sklepu nawet, często robię tam zakupy. -wyjechałyśmy na główną ulicę miasta, jak zwykle korek tworzył się tu ogromny, nie zależnie od godziny. -Ostatnio kupiłam tam, tą czarną marynarkę, która tak ci się spodobała.
-To w drogę! -zaśmiałam się. Co do tej marynarki faktycznie była śliczna, w moim guście wręcz.
Marla zamyśliła się. -Nie pamiętam gdzie ją schowałam. Może w praniu jest? -zaczęła sama do siebie mówić.
Ja tylko odwróciłam wzrok w drugą stronę. Nie siostrzyczko. Jest w mojej szafie. -spojrzałam kątem oka na nią.
-Jak tam u dziewczyn? -zapytała zjeżdżając na podziemny parking.
-Ino wyjeżdża z Sai'em do Tokio a Hinata zapracowana. Wczoraj zrobiłyśmy sobie babski wieczór. Cóż chwilowo ostatni w trójkę.  -westchnęłam.
-Kiedy wyjeżdża?
-Za trzy dni z samego rana. -uśmiechnęłam się.
-Szczęśliwa pewnie z nim jest, co?
-Bardzo, widać po niej, że cała w skowronkach codziennie. -zachichotałam.
Ruszyłyśmy w stronę wind. -A Ty?
-Ja? -zdziwiłam się.
-Masz kogoś na oku? -uśmiechnęła się.
Nastała niezręczna cisza. Od tamtego wypadku nie spoglądałam na żadnego faceta w sposób jaki patrzyłam na niego. Mimo, że minęły dwa lata ja w dalszym ciągu czułam ogromną stratę.
-Rozumiem. -powiedziała widząc moje zamyślenie.
W ciszy pojechałyśmy na pierwsze piętro. Gdy tylko winda się otworzyłam ujrzałam ogromne tłumy.
Nie często się to zdarza w tym miejscu, no chyba, że w gre wchodzą wyprzedaże, lub spotkania ze sławnymi autorami mang dla młodzieży.
Ledwo udało nam się przecisnąć, przez grupkę nastolatek. Taki widok akurat był na początku dziennym. Młode dziewczyny błąkające się po centrum handlowym, robiące sobie zdjęcia nawzajem, w pozach zasłaniających sobie twarz. Muszę przyznać, ze ta moda idzie w złym kierunku.
-To tutaj. -Marla pociągnęła mnie za rękę, a ja osłupiałam gdy tylko ujrzałam wnętrze sklepu.
-Jesteśmy w raju? -zaśmiałam się. Uwielbiałam zakupy szczególnie jeśli chodziło o takie sklepy, byłam wniebowzięta.
Kątem oka ujrzałam śliczną biała koszulę, z długim rękawem. Do tego była krótka granatowa spódniczka w komplecie.
-Muszę przymierzyć. -zaśmiałam się biorąc do ręki komplet.
-Po prawo masz przymierzalnie. -usłyszałam za sobą.

Muszę przyznać, że pól dnia minęło nam naprawdę szybko. Najpierw zakupy, potem jakiś lunch. Nim się zorientowałyśmy było grubo po piątej.
Dawno nie spędzałyśmy ze sobą tyle czasu jednego dnia. Nie było to spowodowane naszymi złymi relacjami a raczej pracą, oby dwie miałyśmy masę pracy na co dzień. Ja jako lekarz ona jako prawnik.
-Dziękuję. -spojrzałam na nią pytająco.
-Miło było spędzić razem dzisiejsze po południe. Wreszcie jakaś odskocznia od wiecznej pracy.
-Należało nam się to. Samą pracą człowiek nie żyje. -sięgnęłam po butelkę wody.
-Jeśli mowa o tym. Musimy wracać. -zaśmiała się a ja wiedziałam, że coś się święci.
-Czyżby jakaś randka? -przyjrzałam się jej dokładnie. Tego uśmiechu nie dało się nie zauważyć. -Ooh, tak jak myślałam. Kim on jest? Jak ma na imię? Przystojny, wysportowany? -nie szczędziłam jej pytań.
-Spokojnie mała. -zaśmiała się. -Ma na imię Mark. Pracujemy razem. Wysoki, brunet. Umięśniony. I naprawdę mega przystojny.
-Dlaczego teraz się o nim dowiaduje? -burknęłam zła.
-Dopiero wczoraj wrócił z delegacji. Długo by opowiadać. -westchnęła i ruszyłyśmy w stronę parkingu.
-Nie mniej jednak trzeba zrobić cię na bóstwo. -widząc jej grymas nie zadowolenia kontynuowałam. -Tylko delikatny makijaż.
-Chyba sama się tym zajmę jeśli pozwolisz. -wsiadłyśmy do samochodu.
-No dobra. -wpatrywałam się w szybę, kątem oka dostrzegłam czerwony sportowy samochód parkujący nie daleko. -Cudo. -wymsknęło mi się. Widziałam tylko plecy wysokiego mężczyzny wysiadającego z samochodu. Widać było, że siłownia jest u niego na porządku dziennym.
Sądząc po rejestracji nie był stąd. Wyjechałyśmy na ulicę, a ja żałowałam, że nie mogłam ujrzeć jego twarzy.

Droga powrotna nie zajęła nam dużo czasu, góra dziesięć minut. Gdy tylko weszłyśmy do domu, Marla zajęła się szykowaniem na owe spotkanie, a ja jak to miałam w zwyczaju ruszyłam w stronę kuchni.
Zrobiłam sobie szybko kolację, do tego lampka wina.
Po drodze na werandę zabrałam ze sobą swój ulubiony koc. Usiadłam wygodnie na swoim miejscu i wpatrywałam się w morze. Robiłam to za każdym razem rano albo wieczorem. Był to mój już stały rytuał.
Nie było dnia jeszcze bym nie spędziła tak chwili. Zawsze mój wzrok błądził po morzu, a moje myśli wracały do tamtego zdarzenia.
Ludzie mówią, że czas goi rany, jednak ja byłam innego zdania. Czas, który minął od tamtego dnia tylko przyzwyczaił mnie do tego bólu i pustki. Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny, jednak tamtego dnia on nie powinien zginąć. Tak odpłacasz się ludziom, którzy ratują czyjeś życie? -spojrzałam w niebo, jakbym miała nadzieje na odpowiedź.
Upiłam łyk czerwonego półsłodkiego wina. Nie wiedziałam jak długo siedziałam tam, jednak na tyle by móc ujrzeć ten piękny widok zachodzącego słońca. Oglądanie tego zjawiska było ulubionym zajęciem Sasuke, gdy spędzaliśmy wieczory na plaży.
Myślami powróciłam do dzisiejszego dnia, moja ciekawość dzisiaj jest nie do zniesienia. Ciągle nie mogłam powstrzymać myśli, że chciałabym ujrzeć tego tajemniczego mężczyznę. Nie było to spowodowane tym, że w życiu nie widziałam kogoś tak eleganckiego. Bo widziałam, byłam ciekawa kim jest mężczyzna, który na pewno nie był stąd. 
-Wychodzę. -usłyszałam krzyk siostry.
-Baw się dobrze i grzeczna bądź. -zaśmiałam się gdy tylko wyszła mrucząc coś pod nosem.
__________________________________________________________
Za nami pierwszy rozdział. Stwierdziłam, że będą one niezbyt długie a będą się one pojawiały częściej.
Jest mi tak wygodniej przez zbyt duża ilość obowiązków i spraw na głowie.
Zachęcam do czytania i komentowania. Buziaki!

Komentarze

  1. Rozdzialik w sam raz do śniadanka xD komentarz dopiero teraz, bo bardzo pochłonął mnie wczoraj moj rozdział: (
    To tak... pierwsze zdanie od razu przykuło moją uwagę. Chodzi o szyk zdania ja bym Ci, np. Proponowała:
    "Czuła ciepły dotyk jego dłoni na twarzy" bo te jego dłoni na końcu tak słabo pasuje :( Jeszcze gdzies w tekście zamiast sądząc bylo sadzać.

    Rozdział jest jeszcze z typu tych wprowadzających, więc wszelkke domysły musze jeszcze zachować dla siebie XDDDD
    Bardzo urocze wspomnienie. Znali się od bardzo dawna i widać że bardzo się kochali. No urocze*_*
    Sakura leci do Kioto hmmm hmmm od razu w glowie tworzy się masa jakis ewentualnych zdarzeń.
    Ciekawi mnie bardzo, co się tam będzie działo.

    Pomysł z krótszymi rozdziałami Ale publikowanymi częściej jestem jak najbardziej na tak xD BĘDĘ CIE PILNOWAC XDDDDDD

    To pisaj ♡♡♡
    Pozdrawiam ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja myślę, że pochłonął Cię twój rozdział. W końcu już doczekać się nie mogę ^^

      Co do pierwszego zdania długo zastanawiałam się nad tym, dziękuję za radę i błąd z końcówką został od razu poprawiony. Mimo sprawdzania kilka krotnie tekstu, nie rzuciło mi się to w oczy :D

      Myślę, że zaspokoję twoją ciekawość już nie długo.

      Koniecznie! Również Pozdrawiam, buziaki ♡

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz