Rozdział trzeci
-Za chwilę, mój prawnik powinien przynieść potrzebne dokumenty. -skinęłam głowa i przysłuchiwałam się, dyskusji swojego szefa, z panem Ihiko. To z ich firmą, mieliśmy nawiązać, współpracę.
Oparłam głowę na zgiętej dłoni, podpierając podbródek. Drugą zaś kreśliłam kółka po stole, czekając na spóźniającego się prawnika, ich firmy. Każdy szczegół, umowy między naszym szpitalem a ich firmą, musi być sprawdzony przez osobę, która jest do tego uprawiona i zatrudniona przez nich.
Westchnęłam i spojrzałam wyczekująco w stronę dużych, przeszklonych drzwi.
-Uważam, że umowa jest na prawdę dobra i chętnie ją podpiszemy, jeszcze tylko formalność z prawnikiem i będziemy mieli to za sobą. -mężczyzna trzymał kopię umowy. -Chyba już przybył.
Usłyszeliśmy ciche rozmowy za drzwiami.
-Wracam za chwilę. -mężczyzna wstał i udał się na korytarz zostawiając lekko uchylone drzwi.
Kątem oka dostrzegłam wysokiego bruneta, w czarnym dopasowanym garniturze. Z daleka można było dostrzec, zarys jego mięśni. Przechyliłam dyskretnie się na prawą stronę, dostrzegając profil bruneta, na pierwszy rzut oka mogłam śmiało stwierdzić, że był on przystojny. Mocne rysy twarzy, piękny uśmiech.
-Sakura? -usłyszałam. Odwróciłam się w stronę szefa. -Na dziś nie mamy więcej spotkań, jednak mam parę spraw do załatwienia dzisiaj. Co oznacza, że masz wolną resztę dnia, mam nadzieję, że poradzisz sobie?
-Oczywiście, zorganizuję sobie jakoś czas. -uśmiechnęłam się.
W tym samym czasie do sali wszedł z powrotem Ihiko, uśmiechając się od ucha do ucha.
-Wszystko już przedyskutowałem z prawnikiem, podpisałem wszystko. -położył przed nami umowę. -Więcej dokumentów na temat naszych ofert, wyśle do was nasza sekretarka.
-W porządku, w takim razie będziemy czekać. -odezwałam się wstając.
Wraz z Moshiro po skończonym dwu godzinnym spotkaniu, ruszyliśmy do wyjścia. Kątem oka dostrzegłam stojącego na recepcji prawnika Ihiko. Miałam szczerą ochotę ujrzeć go w całej okazałości a nie tylko z profilu. W duchu modliłam się, aby z jakiegoś powodu odwrócił się w naszą stronę jednak on zajęty był podpisywaniem jakiś dokumentów.
-Odwiozę cię do hotelu. -odezwał się Moshiro.
-Nie ma potrzeby przejdę się. Chciałabym trochę pozwiedzać, może jakieś zakupy po drodze. -zaśmiałam się na samą myśl, mojej obsesji na tym punkcie.
-W porządku. Cieszę się, że mamy to wreszcie z głowy, jest to jedna z najbardziej zaufanych firm w tym mieście. Współpraca z nimi, wiele dla nas znaczy.
Skinęłam głowa i ruszyliśmy do windy. W głowie powoli układałam sobie, plan dzisiejszego dnia. Pierwsza pozycja na tej liście to zjedzenie, czegoś jak najszybciej. Mój żołądek domagał się już obiadu. Westchnęłam, gdy tylko poczułam uścisk w żołądku spowodowany głodem.
-W takim razie tu się rozdzielimy, gdybyś czegoś potrzebowała śmiało dzwoń. Myślę, że pod wieczór powinienem z powrotem wrócić do hotelu. Mam jeszcze dwa spotkania. -wsiadł do taksówki.
Tak, tak. Poradzę sobie
Rozpuściłam włosy, które do tej pory miałam spięte w luźnego koka. Przeczesałam je ręką i ruszyłam w stronę pierwszej, lepszej restauracji. Wyciągając po drodze telefon.
-Ino Yamanaka. Słucham?
-Od kiedy tak oficjalnie? -zaśmiałam się, gdy tylko usłyszałam głos blondynki w słuchawce. Spodziewałam się raczej, krótkiego. "Cześć" niż tego. Coś nowego w jej wykonaniu.
-Sakura? Wybacz, myślałam, że to asystentka Saia. Miała do mnie zadzwonić jak tylko Sai zjawi się z nowymi obrazami. -westchnęła.
-Coś się stało?
-Nie, nic. Jednak od rana nie mogę się do niego dodzwonić. Nigdy nie wyłączał telefonu. Może coś się stało?
-Nie przesadzaj, pewnie oddzwoni widząc setki nieodebranych połączeń od ciebie. -nie chciałam być w jego skórze, gdy tylko wróci do domu. Znając Ino, już szykowała dla niego jakąś karę.
-Pożałuje, że nie odbiera! -oburzyła się. -A co u ciebie? Jak podróż, kiedy wracasz?! Pamiętasz, że w tym tygodniu wylatuje?
-Oczywiście, że pamiętam. Za dwa dni wracam. Zdążę nawet wypić z tobą kawę.
-Kawę? -prychnęła oburzona. -Chciałaś chyba powiedzieć, wódkę. Napije się z tobą wódki. Wybaczam Ci to przejęzyczenie. -zaśmiała się.
-Tak, masz rację. -wywróciłam oczami. -Nie pamiętasz jak skończył się nasz ostatni wieczór?
-Jak to jak? Tak jak każdy poprzedni. Tańce, śpiewy alkohol...
-Iii? -spytałam rozbawiona, czekając aż dokończy.
-To nie moja wina, że zgubiłyśmy się po drodze. To wina tego taksówkarza!
-Tak sądzisz? -burknęłam.
-Gdybyś nie zmieniała co pięć minut miejsca, w które miał nas zawieść, może nie wylądowały byśmy na drugim końcu miasta.
-Przynajmniej wesoło było.
Nie da się ukryć, każdy wieczór w jej towarzystwie kończy się cudownie. Jak nie na szukaniu ulubionych butów, które zgubiła to na izbie wytrzeźwień.
-Pewnie, zadzwonię jutro, znalazłam wreszcie jakaś restauracje. Mój żołądek zaczął robić już salta wewnątrz mnie. -zaśmiałam się, wchodząc do środka. -Ucałuj Saia i nie zrób mu krzywdy!
-Niczego nie obiecuje. -mruknęła. -Trzymaj się.
Usiadłam pod oknem i spojrzałam na kartę dań, jednak mój wzrok przykuła liczna grupka nastolatków, w śród nich, znajdował się wysoki blondyn, trzymający na rękach drobniutką brunetkę. Roześmianą od ucha do ucha. Znajomy widok. Uśmiechnęłam się.
-Nie wejdę tam, słyszysz! Nie ma mowy, nie licz nawet na to! -wydarłam się najgłośniej jak tylko mogłam, dając brunetowi do zrozumienia, że za nic w świecie mnie nie przekona.
-Nie? -uniósł znacząco brwi. -Sakura. -podszedł do mnie, łapiąc mnie w tali i przerzucając przez ramię.
Nie dobrze, nie dobrze!
-Postaw mnie. -burknęłam zła. -Sam sobie idź, jak masz ochotę!
-Wolę z tobą. -zaśmiał się.
-Ale dlaczego akurat tam?! Mało ci wrażeń? -szarpałam się, na co brunet ścisnął mocniej mnie, przy okazji zaciskając dłoń na moim pośladku. -Uuu! Grabisz sobie. -zaśmiałam się.
-Dobrze się składa, pokaż jaka jesteś odważna.
-Nie jestem! Sasuke błagam. Wszystko tylko nie to. -panikowałam jak dziecko.
-Przecież to tylko dom strachu! Nawet dziecko ma więcej odwagi niż ty, wypierdku mamuta. -zaśmiał się na co ja wywróciłam oczami. -Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
-Był a teraz puść!
-O nie, nie tym razem moja droga.
-Zawału dostanę przez ciebie. -odpuściłam, opierając podbródek o zgiętą rękę. -To konieczne?
-Jak najbardziej. -Sasuke kierował się w do wysokiego budynku.
-Możesz już wzywać karetkę. -burknęłam.
-Sam zrobię ci sztuczne oddychanie, jak stracisz przytomność. -widziałam na jego twarzy chytry uśmiech.
-Zmieniłam zdanie, możemy iść! -zaśmiałam się.
Popołudnie minęło dość szybko, nim się zorientowałam, byłam już w połowie drogi do hotelu. Trochę zasiedziałam się. Za dużo myśli na sekundę, przewijało się przez moją głowę. Marzyła mi się gorąca kąpiel z dodatkiem różanego olejku.
Zdecydowanie. Odkąd praca dominuje w moim życiu, coraz mniej czasu miałam dla siebie samej, relaks. Tylko tego chciałam teraz, dokładnie w tym momencie. Nie łatwo jest zbyć kobietą samowystarczalną.
Zaśmiałam się na samą myśl, czułam, że dzisiejszy wieczór bez kieliszka z dobrym słodkim winem, będzie mało inspirujący. Bez żadnego namysłu skręciłam w boczną uliczkę, chcąc skrócić sobie powrót do domu co nie było zbyt dobrym pomysłem, bo moja głowa odbiła się jak piłka od czegoś twardego.
-Cholera. -poczułam lekki ból w okolicy czoła. -Przepraszam. -wydukałam masując obolałe miejsce.
-Nic Ci nie jest? -usłyszałam nad głową. Podniosłam wzrok, i zaniemówiłam. To ten prawnik!
-Wszystko ok. -Wydukałam nie mogąc powstrzymać zaskoczenia. Moje oczy wpatrywały się w pochłaniającą czerń, jego oczu. Jego wzrok lustrował mnie od dołu aż po samą głowę. Czułam jak moje serce niebezpiecznie zaczęło pulsować.
-Na pewno? -uśmiechnął się na co mi brakło tchu. Zdziwiona swoim zachowaniem starałam opamiętać się. Pokręciłam głowa i odsunęłam się o krok do tyłu. Cały czas mierzyłam bruneta wzrokiem, jakbym miała wrażenie, że kiedyś go już widziałam wcześniej.
-Coś się stało? -uniósł brwi.
-Czy my..-zawahałam się. -Czy nie spotkaliśmy się kiedyś?
-Myślę, że zapamiętał bym tak piękną kobietę jak ty. Skoro wszystko dobrze, to muszę przeprosić. Zaraz mam kolejne spotkanie. Uważaj na siebie.
Kiwnęłam głową, przesuwając się obok.
-Dziwne. -szepnęłam sama do siebie.
____________________________________________
Witajcie! Jeszcze w tym tygodniu pojawi się kolejny rozdział.
Oparłam głowę na zgiętej dłoni, podpierając podbródek. Drugą zaś kreśliłam kółka po stole, czekając na spóźniającego się prawnika, ich firmy. Każdy szczegół, umowy między naszym szpitalem a ich firmą, musi być sprawdzony przez osobę, która jest do tego uprawiona i zatrudniona przez nich.
Westchnęłam i spojrzałam wyczekująco w stronę dużych, przeszklonych drzwi.
-Uważam, że umowa jest na prawdę dobra i chętnie ją podpiszemy, jeszcze tylko formalność z prawnikiem i będziemy mieli to za sobą. -mężczyzna trzymał kopię umowy. -Chyba już przybył.
Usłyszeliśmy ciche rozmowy za drzwiami.
-Wracam za chwilę. -mężczyzna wstał i udał się na korytarz zostawiając lekko uchylone drzwi.
Kątem oka dostrzegłam wysokiego bruneta, w czarnym dopasowanym garniturze. Z daleka można było dostrzec, zarys jego mięśni. Przechyliłam dyskretnie się na prawą stronę, dostrzegając profil bruneta, na pierwszy rzut oka mogłam śmiało stwierdzić, że był on przystojny. Mocne rysy twarzy, piękny uśmiech.
-Sakura? -usłyszałam. Odwróciłam się w stronę szefa. -Na dziś nie mamy więcej spotkań, jednak mam parę spraw do załatwienia dzisiaj. Co oznacza, że masz wolną resztę dnia, mam nadzieję, że poradzisz sobie?
-Oczywiście, zorganizuję sobie jakoś czas. -uśmiechnęłam się.
W tym samym czasie do sali wszedł z powrotem Ihiko, uśmiechając się od ucha do ucha.
-Wszystko już przedyskutowałem z prawnikiem, podpisałem wszystko. -położył przed nami umowę. -Więcej dokumentów na temat naszych ofert, wyśle do was nasza sekretarka.
-W porządku, w takim razie będziemy czekać. -odezwałam się wstając.
Wraz z Moshiro po skończonym dwu godzinnym spotkaniu, ruszyliśmy do wyjścia. Kątem oka dostrzegłam stojącego na recepcji prawnika Ihiko. Miałam szczerą ochotę ujrzeć go w całej okazałości a nie tylko z profilu. W duchu modliłam się, aby z jakiegoś powodu odwrócił się w naszą stronę jednak on zajęty był podpisywaniem jakiś dokumentów.
-Odwiozę cię do hotelu. -odezwał się Moshiro.
-Nie ma potrzeby przejdę się. Chciałabym trochę pozwiedzać, może jakieś zakupy po drodze. -zaśmiałam się na samą myśl, mojej obsesji na tym punkcie.
-W porządku. Cieszę się, że mamy to wreszcie z głowy, jest to jedna z najbardziej zaufanych firm w tym mieście. Współpraca z nimi, wiele dla nas znaczy.
Skinęłam głowa i ruszyliśmy do windy. W głowie powoli układałam sobie, plan dzisiejszego dnia. Pierwsza pozycja na tej liście to zjedzenie, czegoś jak najszybciej. Mój żołądek domagał się już obiadu. Westchnęłam, gdy tylko poczułam uścisk w żołądku spowodowany głodem.
-W takim razie tu się rozdzielimy, gdybyś czegoś potrzebowała śmiało dzwoń. Myślę, że pod wieczór powinienem z powrotem wrócić do hotelu. Mam jeszcze dwa spotkania. -wsiadł do taksówki.
Tak, tak. Poradzę sobie
Rozpuściłam włosy, które do tej pory miałam spięte w luźnego koka. Przeczesałam je ręką i ruszyłam w stronę pierwszej, lepszej restauracji. Wyciągając po drodze telefon.
-Ino Yamanaka. Słucham?
-Od kiedy tak oficjalnie? -zaśmiałam się, gdy tylko usłyszałam głos blondynki w słuchawce. Spodziewałam się raczej, krótkiego. "Cześć" niż tego. Coś nowego w jej wykonaniu.
-Sakura? Wybacz, myślałam, że to asystentka Saia. Miała do mnie zadzwonić jak tylko Sai zjawi się z nowymi obrazami. -westchnęła.
-Coś się stało?
-Nie, nic. Jednak od rana nie mogę się do niego dodzwonić. Nigdy nie wyłączał telefonu. Może coś się stało?
-Nie przesadzaj, pewnie oddzwoni widząc setki nieodebranych połączeń od ciebie. -nie chciałam być w jego skórze, gdy tylko wróci do domu. Znając Ino, już szykowała dla niego jakąś karę.
-Pożałuje, że nie odbiera! -oburzyła się. -A co u ciebie? Jak podróż, kiedy wracasz?! Pamiętasz, że w tym tygodniu wylatuje?
-Oczywiście, że pamiętam. Za dwa dni wracam. Zdążę nawet wypić z tobą kawę.
-Kawę? -prychnęła oburzona. -Chciałaś chyba powiedzieć, wódkę. Napije się z tobą wódki. Wybaczam Ci to przejęzyczenie. -zaśmiała się.
-Tak, masz rację. -wywróciłam oczami. -Nie pamiętasz jak skończył się nasz ostatni wieczór?
-Jak to jak? Tak jak każdy poprzedni. Tańce, śpiewy alkohol...
-Iii? -spytałam rozbawiona, czekając aż dokończy.
-To nie moja wina, że zgubiłyśmy się po drodze. To wina tego taksówkarza!
-Tak sądzisz? -burknęłam.
-Gdybyś nie zmieniała co pięć minut miejsca, w które miał nas zawieść, może nie wylądowały byśmy na drugim końcu miasta.
-Przynajmniej wesoło było.
Nie da się ukryć, każdy wieczór w jej towarzystwie kończy się cudownie. Jak nie na szukaniu ulubionych butów, które zgubiła to na izbie wytrzeźwień.
-Pewnie, zadzwonię jutro, znalazłam wreszcie jakaś restauracje. Mój żołądek zaczął robić już salta wewnątrz mnie. -zaśmiałam się, wchodząc do środka. -Ucałuj Saia i nie zrób mu krzywdy!
-Niczego nie obiecuje. -mruknęła. -Trzymaj się.
Usiadłam pod oknem i spojrzałam na kartę dań, jednak mój wzrok przykuła liczna grupka nastolatków, w śród nich, znajdował się wysoki blondyn, trzymający na rękach drobniutką brunetkę. Roześmianą od ucha do ucha. Znajomy widok. Uśmiechnęłam się.
-Nie wejdę tam, słyszysz! Nie ma mowy, nie licz nawet na to! -wydarłam się najgłośniej jak tylko mogłam, dając brunetowi do zrozumienia, że za nic w świecie mnie nie przekona.
-Nie? -uniósł znacząco brwi. -Sakura. -podszedł do mnie, łapiąc mnie w tali i przerzucając przez ramię.
Nie dobrze, nie dobrze!
-Postaw mnie. -burknęłam zła. -Sam sobie idź, jak masz ochotę!
-Wolę z tobą. -zaśmiał się.
-Ale dlaczego akurat tam?! Mało ci wrażeń? -szarpałam się, na co brunet ścisnął mocniej mnie, przy okazji zaciskając dłoń na moim pośladku. -Uuu! Grabisz sobie. -zaśmiałam się.
-Dobrze się składa, pokaż jaka jesteś odważna.
-Nie jestem! Sasuke błagam. Wszystko tylko nie to. -panikowałam jak dziecko.
-Przecież to tylko dom strachu! Nawet dziecko ma więcej odwagi niż ty, wypierdku mamuta. -zaśmiał się na co ja wywróciłam oczami. -Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
-Był a teraz puść!
-O nie, nie tym razem moja droga.
-Zawału dostanę przez ciebie. -odpuściłam, opierając podbródek o zgiętą rękę. -To konieczne?
-Jak najbardziej. -Sasuke kierował się w do wysokiego budynku.
-Możesz już wzywać karetkę. -burknęłam.
-Sam zrobię ci sztuczne oddychanie, jak stracisz przytomność. -widziałam na jego twarzy chytry uśmiech.
-Zmieniłam zdanie, możemy iść! -zaśmiałam się.
Popołudnie minęło dość szybko, nim się zorientowałam, byłam już w połowie drogi do hotelu. Trochę zasiedziałam się. Za dużo myśli na sekundę, przewijało się przez moją głowę. Marzyła mi się gorąca kąpiel z dodatkiem różanego olejku.
Zdecydowanie. Odkąd praca dominuje w moim życiu, coraz mniej czasu miałam dla siebie samej, relaks. Tylko tego chciałam teraz, dokładnie w tym momencie. Nie łatwo jest zbyć kobietą samowystarczalną.
Zaśmiałam się na samą myśl, czułam, że dzisiejszy wieczór bez kieliszka z dobrym słodkim winem, będzie mało inspirujący. Bez żadnego namysłu skręciłam w boczną uliczkę, chcąc skrócić sobie powrót do domu co nie było zbyt dobrym pomysłem, bo moja głowa odbiła się jak piłka od czegoś twardego.
-Cholera. -poczułam lekki ból w okolicy czoła. -Przepraszam. -wydukałam masując obolałe miejsce.
-Nic Ci nie jest? -usłyszałam nad głową. Podniosłam wzrok, i zaniemówiłam. To ten prawnik!
-Wszystko ok. -Wydukałam nie mogąc powstrzymać zaskoczenia. Moje oczy wpatrywały się w pochłaniającą czerń, jego oczu. Jego wzrok lustrował mnie od dołu aż po samą głowę. Czułam jak moje serce niebezpiecznie zaczęło pulsować.
-Na pewno? -uśmiechnął się na co mi brakło tchu. Zdziwiona swoim zachowaniem starałam opamiętać się. Pokręciłam głowa i odsunęłam się o krok do tyłu. Cały czas mierzyłam bruneta wzrokiem, jakbym miała wrażenie, że kiedyś go już widziałam wcześniej.
-Coś się stało? -uniósł brwi.
-Czy my..-zawahałam się. -Czy nie spotkaliśmy się kiedyś?
-Myślę, że zapamiętał bym tak piękną kobietę jak ty. Skoro wszystko dobrze, to muszę przeprosić. Zaraz mam kolejne spotkanie. Uważaj na siebie.
Kiwnęłam głową, przesuwając się obok.
-Dziwne. -szepnęłam sama do siebie.
____________________________________________
Witajcie! Jeszcze w tym tygodniu pojawi się kolejny rozdział.
Komentuję tutaj, bo 100000 razy bardziej wolę te miejsce niż wattpada xDD Ten koleś mega intrygujący, ale zabrakło mi jakiegoś porównania, jak Sakura go dojrzała. Coś, że np. kogoś jej przypomina i trochę myśli o takich pierdołkach z tym związanych.
OdpowiedzUsuńAle tak to rozdzialik mi się podobał. Dawaj wincyj SasuSaku <3
Buźka!
Jestem, zgłaszam się i przepraszam za moją nieobecność. Nadrobiłam rozdziały, cieszę się, że opowiadanie powoli się rozkręca. Ach ten prawnik, miły, kulturalny mam nadzieję, że już niedługo wyjaśnisz nam te wszystkie niewiadome. Poprzednie rozdziały były jeszcze takimi wstępami do Twojej historii, ale już nie mogę się doczekać kiedy coś zacznie się dziać i zaniemówię z obrotu akcji (a u Ciebie to normalne) więc czekam i jeszcze raz przepraszam za nieobecność. POPRAWIĘ SIĘ :)
OdpowiedzUsuń