Rozdział drugi
Od dwóch godzin stałam, w swoim pokoju, walcząc z walizką, która za żadne skarby nie chciała się zamknąć. -Nie do wiary! -krzyknęłam, siadając ze zrezygnowaniem na łóżku.
Popatrzyłam na wystające z niej rzeczy, faktycznie przegięłam z ilością ubrań, jak to kobieta. Mimo, że wyjeżdżam na parę dni tylko w celach służbowych, to i tak zabrałam połowę swojej garderoby. Cudownie.
Spojrzałam kątem oka na wiszący zegarek, za dosłownie godzinę powinnam znaleźć się na lotnisku.
Licząc czas jaki zajmie mi dojechanie na lotnisko, mam jedynie dwadzieścia minut na opuszczenie domu.
Coraz lepiej się zapowiadał dzień. Otworzyłam z powrotem wypełnioną po brzegi walizkę.
Wyjęłam dwie sukienki z brzegu. Teraz powinna się zapiąć.
-Bingo! -ucieszyłam się gdy tylko udało mi się, dopiąć zamek z dwóch stron.
Założyłam na siebie szybko skórzaną kurtkę, spakowałam do torebki wszystkie dokumenty oraz bilety.
-Marla! -wbiegłam do salonu. -Zamówisz mi taksówkę? Spóźnię się!
Dziewczyna spojrzała na mnie rozbawiona widząc, jak biegałam po domu w poszukiwaniu swojego telefonu.
Spojrzałam na nią gniewnie.
-Zadzwoniłam po nią już dawno, będzie za chwilę. -usiadła na kanapie zakładając nogę na nogę. -Nie ma za co. -byłam jej wdzięczna, za to. Marla zawsze była dobrze zorganizowana, o dziwo lepiej niż ja.
-Jesteś cudowna! Mówiłam Ci to już? -złapałam rączkę od walizki, spiesząc się w stronę wyjścia. -Widzimy się za parę dni. -ucałowałam ją i wyszłam z domu słysząc podjeżdżający samochód.
-Baw się dobrze. -pomachała mi i zniknęła w kuchni.
-Na lotnisko proszę. -odezwałam się do kierowcy gdy tylko wsiadłam, zajmując z tyłu miejsce.
Spojrzałam na ogromną tablicę informacyjną nad głową, mój samolot powinien zaraz wylądować. Błądziłam wzrokiem po lotnisku w poszukiwaniu szefa, dochodziła siódma, a jego jak nie było tak nie ma.
Może coś się stało? Westchnęłam zrezygnowana siadając na plastikowym krzesełku na przeciwko wejścia. Z tego miejsca mogłam obserwować, otoczenie na zewnątrz.
Mijały minuty a jego w dalszym ciągu nie było, zaczęłam się niepokoić.
Zerknęłam jeszcze raz na tablicę. Świetnie mój samolot już wylądował. Co teraz?
Wstałam i poprawiłam się.
-Sakura! -odwróciłam się w stronę, z której dochodził donośny krzyk. Zobaczyłam z oddali biegnącego w moją stronę Moshiro. Wyglądał dość komicznie, mężczyzna był niski jednak przy kości.
Widać było, że ten krótki truchcik zdążył go wymęczyć.
-Wybacz za spóźnienie. -schylił głowę przepraszając mnie, co chwila. Westchnęłam.
-Dobrze, że zdążył pan. -złapałam za swoją walizkę i ruszyłam w stronę bramek.
Gdy tylko weszliśmy już na pokład samolotu i zajęliśmy miejsce przy oknie. Spojrzałam na krajobraz za nim.
Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem, był to mój pierwszy lot. Nie czułam strachu, byłam zachwycona tym pierwszym razem. Zawsze fascynował mnie widok za oknem podczas lotu w chmurach. Cudowny widok. Jednak do tej pory widywałam go tylko na zdjęciach.
-W Kyoto powinniśmy być jakoś nad ranem. -westchnął. -Muszę się zdrzemnąć w tym czasie.
Czekał nas dość długi i męczący lot, gdy tylko samolot wspiął się w górę, ja z ogromną fascynacją oglądałam mijające obiekty za oknem. Z każdą chwilą stawały się coraz mniejsze a my byliśmy coraz wyżej.
Piękne widoki, z tej wysokości widać było dosłownie wszystko. Piękne morze, każdy budynek.
Spojrzałam kątem oka na mężczyznę, który miał zamknięte powieki, oddychał powoli, unosząc klatkę w swoim tępię.
Oparłam się wygodniej o oparcie, przymykając na chwilę oczy.
W mojej głowie było mnóstwo myśli na sekundę.
-Sasuke? -spojrzałam na stojącego bruneta przy blacie. Spojrzał na mnie kątem oka i się uśmiechnął.
Podeszłam zajmując miejsce obok niego, brunet skupiony był na krojeniu warzyw na kolację.
A ja z zaciekawieniem spoglądałam na jego precyzyjne ruchy, zawsze cieszył mnie widok Sasuke gotującego, dla niego to była prawdziwa sztuka. Potrafił z niczego zrobić coś rewelacyjnego.
-O czym tak rozmyślasz? -spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-O tobie. -zachichotałam, szturchając go.
-Mogłem się tego domyśleć. -odwrócił się moją stronę z chytrym uśmieszkiem. -Za tydzień twoje urodziny. -usiadłam na krzesełku barowym na przeciwko niego, cóż muszę przyznać, że wypadła mi ta data z głowy. Aż wstyd się przyznać. -Gdzie chciałabyś spędzić ten dzień, jakieś konkretne miejsce? Jakiś wyjazd? -uśmiechnął się wpatrując się w moją zamyśloną minę.
-Zawsze chciałam odwiedzić Tokio. -Sasuke zdziwił się trochę, nie czekając dłużej zaczęłam kontynuować. -Chciałam zobaczyć gdzie spędziłeś większość dzieciństwa podczas naszej rozłąki.
-Rozumiem. -podszedł bliżej mnie. -Więc Tokio, postanowione. Zwiedzimy, a później pójdziemy na kolację do świetnej restauracji. -położył rękę na mojej głowie, targając przy tym moje długie włosy. Jego dłoń, oraz ten jego nawyk kiedy rozczochruje mi włosy sprawia mi radość, za każdym razem gdy to robił. Czułam się przy nim taka drobniutka.
Od dziecka nie zmieniło się miedzy nami nic, oprócz wieku oczywiście. Już nie byliśmy małymi skrzatami biegającymi z kijami w ręku. Byliśmy już pełnoletni. Wolni od wszystkiego. Szczęśliwi.
-Co powiesz na spacer po kolacji? -odwrócił się w moją stronę opierając o blat. Ręce skrzyżował na klatce piersiowej.
Zastanowiłam się chwilę po czym mruknęłam coś pod nosem z rozbawieniem.
-Czy ja dobrze słyszę? -zaśmiałam się. Sasuke i spacer? Nie wierzę, że to zaproponował sam z własnej, nie przymuszonej woli. Zazwyczaj to ja musiałam go namawiać.
-Jeśli umyłaś dziś uszy, to powinnaś bardzo dobrze słyszeć. -podszedł do mnie. -Dla pewności powtórzę pytanie. To jak spacer? -uśmiechnął się chytrze.
-No nie wiem. -droczyłam się.
-Skoro nie chcesz.
-Przekonałeś mnie!
Sasuke zaśmiał się słysząc moją odpowiedź. -Grzeczna dziewczynka.
Otworzyłam zaspane oczy, dłonią potarłam powieki. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w swoje odbicie w szybie. Widziałam w nim swoje zielone oczy, pusto wpatrujące się w dal. Bez żadnego wyrazu.
Westchnęłam głośno, zwracając na siebie uwagę szefa.
-Wszystko w porządku? -przyjrzał mi się.
Odwróciłam lekko głowę w jego stronę posyłając mu lekki uśmiech. -Pewnie. Jestem trochę zmęczona.
-Pozostały nam jeszcze, trzy godziny lotu. -spojrzał na zegarek.
Muszę przyznać, że nie odczułam zbytnio tej podróży, większość przespałam, jednak mimo to czułam się już zmęczona nią. Miałam ochotę na gorącą kąpiel, wino i wygodne łóżko. Relaks i odpoczynek to jedyne czego mi teraz trzeba.
Jednak na to musiałam sobie poczekać, po przylocie będę miała tylko dwie godziny dla siebie na ogarnięcie się. do pierwszego spotkania. W głowie układałam sobie już plan dzisiejszej rozmowy z przedstawicielami jednej z znanych firm farmaceutycznych.
Popatrzyłam na wystające z niej rzeczy, faktycznie przegięłam z ilością ubrań, jak to kobieta. Mimo, że wyjeżdżam na parę dni tylko w celach służbowych, to i tak zabrałam połowę swojej garderoby. Cudownie.
Spojrzałam kątem oka na wiszący zegarek, za dosłownie godzinę powinnam znaleźć się na lotnisku.
Licząc czas jaki zajmie mi dojechanie na lotnisko, mam jedynie dwadzieścia minut na opuszczenie domu.
Coraz lepiej się zapowiadał dzień. Otworzyłam z powrotem wypełnioną po brzegi walizkę.
Wyjęłam dwie sukienki z brzegu. Teraz powinna się zapiąć.
-Bingo! -ucieszyłam się gdy tylko udało mi się, dopiąć zamek z dwóch stron.
Założyłam na siebie szybko skórzaną kurtkę, spakowałam do torebki wszystkie dokumenty oraz bilety.
-Marla! -wbiegłam do salonu. -Zamówisz mi taksówkę? Spóźnię się!
Dziewczyna spojrzała na mnie rozbawiona widząc, jak biegałam po domu w poszukiwaniu swojego telefonu.
Spojrzałam na nią gniewnie.
-Zadzwoniłam po nią już dawno, będzie za chwilę. -usiadła na kanapie zakładając nogę na nogę. -Nie ma za co. -byłam jej wdzięczna, za to. Marla zawsze była dobrze zorganizowana, o dziwo lepiej niż ja.
-Jesteś cudowna! Mówiłam Ci to już? -złapałam rączkę od walizki, spiesząc się w stronę wyjścia. -Widzimy się za parę dni. -ucałowałam ją i wyszłam z domu słysząc podjeżdżający samochód.
-Baw się dobrze. -pomachała mi i zniknęła w kuchni.
-Na lotnisko proszę. -odezwałam się do kierowcy gdy tylko wsiadłam, zajmując z tyłu miejsce.
Spojrzałam na ogromną tablicę informacyjną nad głową, mój samolot powinien zaraz wylądować. Błądziłam wzrokiem po lotnisku w poszukiwaniu szefa, dochodziła siódma, a jego jak nie było tak nie ma.
Może coś się stało? Westchnęłam zrezygnowana siadając na plastikowym krzesełku na przeciwko wejścia. Z tego miejsca mogłam obserwować, otoczenie na zewnątrz.
Mijały minuty a jego w dalszym ciągu nie było, zaczęłam się niepokoić.
Zerknęłam jeszcze raz na tablicę. Świetnie mój samolot już wylądował. Co teraz?
Wstałam i poprawiłam się.
-Sakura! -odwróciłam się w stronę, z której dochodził donośny krzyk. Zobaczyłam z oddali biegnącego w moją stronę Moshiro. Wyglądał dość komicznie, mężczyzna był niski jednak przy kości.
Widać było, że ten krótki truchcik zdążył go wymęczyć.
-Wybacz za spóźnienie. -schylił głowę przepraszając mnie, co chwila. Westchnęłam.
-Dobrze, że zdążył pan. -złapałam za swoją walizkę i ruszyłam w stronę bramek.
Gdy tylko weszliśmy już na pokład samolotu i zajęliśmy miejsce przy oknie. Spojrzałam na krajobraz za nim.
Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem, był to mój pierwszy lot. Nie czułam strachu, byłam zachwycona tym pierwszym razem. Zawsze fascynował mnie widok za oknem podczas lotu w chmurach. Cudowny widok. Jednak do tej pory widywałam go tylko na zdjęciach.
-W Kyoto powinniśmy być jakoś nad ranem. -westchnął. -Muszę się zdrzemnąć w tym czasie.
Czekał nas dość długi i męczący lot, gdy tylko samolot wspiął się w górę, ja z ogromną fascynacją oglądałam mijające obiekty za oknem. Z każdą chwilą stawały się coraz mniejsze a my byliśmy coraz wyżej.
Piękne widoki, z tej wysokości widać było dosłownie wszystko. Piękne morze, każdy budynek.
Spojrzałam kątem oka na mężczyznę, który miał zamknięte powieki, oddychał powoli, unosząc klatkę w swoim tępię.
Oparłam się wygodniej o oparcie, przymykając na chwilę oczy.
W mojej głowie było mnóstwo myśli na sekundę.
-Sasuke? -spojrzałam na stojącego bruneta przy blacie. Spojrzał na mnie kątem oka i się uśmiechnął.
Podeszłam zajmując miejsce obok niego, brunet skupiony był na krojeniu warzyw na kolację.
A ja z zaciekawieniem spoglądałam na jego precyzyjne ruchy, zawsze cieszył mnie widok Sasuke gotującego, dla niego to była prawdziwa sztuka. Potrafił z niczego zrobić coś rewelacyjnego.
-O czym tak rozmyślasz? -spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-O tobie. -zachichotałam, szturchając go.
-Mogłem się tego domyśleć. -odwrócił się moją stronę z chytrym uśmieszkiem. -Za tydzień twoje urodziny. -usiadłam na krzesełku barowym na przeciwko niego, cóż muszę przyznać, że wypadła mi ta data z głowy. Aż wstyd się przyznać. -Gdzie chciałabyś spędzić ten dzień, jakieś konkretne miejsce? Jakiś wyjazd? -uśmiechnął się wpatrując się w moją zamyśloną minę.
-Zawsze chciałam odwiedzić Tokio. -Sasuke zdziwił się trochę, nie czekając dłużej zaczęłam kontynuować. -Chciałam zobaczyć gdzie spędziłeś większość dzieciństwa podczas naszej rozłąki.
-Rozumiem. -podszedł bliżej mnie. -Więc Tokio, postanowione. Zwiedzimy, a później pójdziemy na kolację do świetnej restauracji. -położył rękę na mojej głowie, targając przy tym moje długie włosy. Jego dłoń, oraz ten jego nawyk kiedy rozczochruje mi włosy sprawia mi radość, za każdym razem gdy to robił. Czułam się przy nim taka drobniutka.
Od dziecka nie zmieniło się miedzy nami nic, oprócz wieku oczywiście. Już nie byliśmy małymi skrzatami biegającymi z kijami w ręku. Byliśmy już pełnoletni. Wolni od wszystkiego. Szczęśliwi.
-Co powiesz na spacer po kolacji? -odwrócił się w moją stronę opierając o blat. Ręce skrzyżował na klatce piersiowej.
Zastanowiłam się chwilę po czym mruknęłam coś pod nosem z rozbawieniem.
-Czy ja dobrze słyszę? -zaśmiałam się. Sasuke i spacer? Nie wierzę, że to zaproponował sam z własnej, nie przymuszonej woli. Zazwyczaj to ja musiałam go namawiać.
-Jeśli umyłaś dziś uszy, to powinnaś bardzo dobrze słyszeć. -podszedł do mnie. -Dla pewności powtórzę pytanie. To jak spacer? -uśmiechnął się chytrze.
-No nie wiem. -droczyłam się.
-Skoro nie chcesz.
-Przekonałeś mnie!
Sasuke zaśmiał się słysząc moją odpowiedź. -Grzeczna dziewczynka.
Otworzyłam zaspane oczy, dłonią potarłam powieki. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w swoje odbicie w szybie. Widziałam w nim swoje zielone oczy, pusto wpatrujące się w dal. Bez żadnego wyrazu.
Westchnęłam głośno, zwracając na siebie uwagę szefa.
-Wszystko w porządku? -przyjrzał mi się.
Odwróciłam lekko głowę w jego stronę posyłając mu lekki uśmiech. -Pewnie. Jestem trochę zmęczona.
-Pozostały nam jeszcze, trzy godziny lotu. -spojrzał na zegarek.
Muszę przyznać, że nie odczułam zbytnio tej podróży, większość przespałam, jednak mimo to czułam się już zmęczona nią. Miałam ochotę na gorącą kąpiel, wino i wygodne łóżko. Relaks i odpoczynek to jedyne czego mi teraz trzeba.
Jednak na to musiałam sobie poczekać, po przylocie będę miała tylko dwie godziny dla siebie na ogarnięcie się. do pierwszego spotkania. W głowie układałam sobie już plan dzisiejszej rozmowy z przedstawicielami jednej z znanych firm farmaceutycznych.
Jestem kochana! I aż nie mogę no! Szczególne ze sceny SS. Czuję ogromny niedosyt wspomnień. Bardzo fajnie przedstawiasz ich relację. Taka spokojna, ułożona. Trochę jak dzieci w pewnym momencie xD ale to na swój sposób było bardzo urocze. Widać, że byli cudowną parą.
OdpowiedzUsuńJa w ogóle mam jakieś dziwne przeczucia, co do tej podróży. Obawiam się, że Sakurę spotka tam coś bardzo zaskakującego. Na razie mam pewne domysły, ale jeszcze zachowam je dla siebie ;)
Pisaj dalej! Więcej SS! ♥
Buziaki! :D