Rozdział siódmy - Naoki

Uporczywy dźwięk telefonu wybudził mnie z zamyśleń. Spojrzałem gniewnie na telefon leżący na kuchennym blacie. Na tyle daleko, że musiałem wstać by go dosięgnąć. Co jeszcze bardziej mnie zirytowało w tym stanie, jeśli to znowu będzie Irin, to przysięgam, że zwolnię te kobietę!
-Halo? -odezwałem się, gdy tylko przyłożyłem słuchawkę do ucha. Nie miałem w zwyczaju odbierać nie patrząc kto dzwoni, jednak w tym momencie nie miało to znaczenia.
-Hej Naoki. -ten głos sprawił, że poderwałem się z krzesła robiąc lekki hałas. -Wszystko w porządku? -różowo-włosa zaśmiała się, słysząc huk jaki sprawiłem, lądującym krzesełkiem.
-Drobne porządki. -podrapałem się z tyłu głowy. Robiłem tak zawsze, gdy się denerwowałem. -Co słychać?
-Możemy się spotkać? Potrzebuję, żebyś przejrzał umowę przesłaną przez firmę, z którą podpisaliśmy ostatnio kontrakt. Próbują zwiększyć koszty finansowe. Drobnostki.
-Nie ma problemu, o drugiej Ci pasuje? -zaproponowałem zadowolony tym faktem, że ją ujrzę.
-W kawiarni tej co zawsze? -usłyszałem w słuchawce radosny głos dziewczyny.
-Pewnie, wypijemy kawę przy okazji.
-Świetnie, w takim razie do zobaczenia. -nim zdążyłem odpowiedzieć, mój telefon poinformował mnie o drugim połączeniu. Cudownie, kto tym razem?
-Słucham?
-Stary mamy problem! -mężczyzna po drugiej stronie zaczął z podniesionym głosem. Znałem tylko jedną osobę, która była by zdolna do tak rozpoczęcia rozmowy.
-Co się stało Ren?
-Świadek, który miał zeznawać nie zjawił się. Nie mamy świadka koronnego. -po tych słowach ciśnienie mi się podniosło. Szlag!
-Czy on jest pojebany?! -warknąłem. -urzędnicy ledwo się zgodzili na reprezentowanie tego idioty, a on nie zjawia się?
-Z doniesień policji, dowiedziałem się, że nie było go rano w mieszkaniu.
-Czyli zwiał? Nie do wiary! Teraz to już w ogóle nie będą mu przysługiwało ulgowe traktowanie. Wsypał kolegów, albo go znaleźli albo dopiero znajdą. Dostał pozwolenie na powrót do domu i załatwienie wszystkich badań lekarskich w związku z jego chorobą a on od tak nawala? Jak go znajdę to sam go zabiję!
-Stary, to twój przyrodni brat przecież.
-Fakt po co sobie brudzić ręce. W takim razie ty to zrób. -burknąłem.
Ren westchnął, mój przyjaciel jako jedyny znał mnie z każdej możliwej strony i dobrze wiedział, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach. Szczególnie z moim przyrodnim braciszkiem, który jest młodszy ode mnie. Wpakował się w niezłe tarapaty, z których chciałem go wyciągnąć. Współdziałał w zorganizowanej grupie przestępczej, jego skrucha, niekaralność w poprzednich latach oraz chęć pomocy złapania resztki bandy pozwoliły na przydzielenie go jako świadka koronnego.
-Jesteś w kancelarii? -odezwałem się po chwili.
-Tak, mamy sporo do załatwienia z Kai'em. Teraz będzie tylko gorzej.
-Będę za parę minut, uduszę go jak tylko policja go znajdzie.
Spojrzałem na zegarek, miałem jeszcze trochę czasu do spotkania z Sakurą. Nie mogę go przegapić, ale też nie mogę zostawić tej sprawy nie ingerując w nią. W końcu ja ją prowadziłem.
-Do zobaczenia. -odezwał się Ren, po czym rozłączył się zostawiając mnie z ogromnym chaosem w głowie.
Wziąłem szybki prysznic i założyłem na siebie pierwszy lepszy garnitur. W końcu jako szanowany prawnik musiałem dobrze wyglądać. Mimo, że był to mój dzień wolny, dres musiałem odpuścić.
W pośpiechu wziąłem z przedpokoju klucze od samochodu i wyszedłem na podjazd.
Chwilę później przemierzałem ulice miasta, kancelaria na szczęście nie znajdowała się daleko od mojej posiadłości. Po niespełna dziesięciu minutach, zaparkowałem przed wysokim budynkiem.

***

-Prokuratura nie jest zachwycona tym co się wydarzyło. Każda policja z tego miasta oraz sąsiednich dostała natychmiastowy nakaz aresztowania, w razie jakichkolwiek sprzeciwów ze strony twojego brata zostanie użyta siła. -odezwał się Ren, widząc jak wchodzę do jego biura.
-Cholera! -warknąłem. -gówniarz przegiął.
-Pozycja świadka koronnego zostanie cofnięta a on zostanie postawiony przed sądem, zostanie przesłuchany przez sąd, a rada wymierzy mu karę. I to nie małą.
Oparłem się o zimną szybę wbijając wzrok w panoramę miasta. Zastanawiałem się co musiało się stać, że postanowił w jeszcze bagno się wpakować. I tak ledwo udało mu się wyjść z poprzedniego.
Pokój bez drzwi i okien był by odpowiedniejszy dla tego degenerata. Że też jesteśmy jedną rodziną. Podobno...
-Na twoim biurku położyłem wszystkie akta i nowe dokumenty przesłane z prokuratury. Przejrzyj je.
-Dzięki. Zajmę się tym teraz.
Skierowałem się do swojego biura obok, rozwalając się na obrotowym krześle. Miałem ochotę walić pięścią w ścianę. Za to, że zaufałem mu, że chce to wszystko naprawić. Jednak ładne oczy to nie wszystko.
Rozłożyłem masę teczek z aktami Kai'a. Było tego naprawdę sporo.
Dołączone zeznania, podpisane akta o ubieganie się na stanowisko świadka koronnego. Wszystko było przygotowane na ostatni guzik, by dostał kare w zawieszeniu jakby dobrze poszło. Nigdy nie przegrałem sprawy, miałem go wyciągnąć a teraz?

***

Minuty leciały a ja dalej pogrążony byłem w papierach, analizowaniu wszystkiego po kolei.
Nim się zorientowałem minęło pół dnia, mój wzrok skierowałem na swój zegarek znajdujący się na lewym nadgarstku. Zerwałem się z krzesła zdając sobie sprawę, z powagi sytuacji. Wpół do piątej a ja przegapiłem spotkanie z Sakurą! Biegiem zbiegłem po schodach nie czekając na windę. Zawaliłem totalnie! Na dodatek nie wziąłem telefonu z domu.
Wsiadłem do samochodu próbując zapanować nad swoją wściekłością na siebie.
Ruszyłem z piskiem opon kierując się w stronę hotelu, w którym zameldowana była dziewczyna.

Komentarze